Buty

 

PRZYZIEMNA SPRAWA, CZYLI OBUWIE DOSKONAŁE

Stało się. Wybrałyśmy i zamówiłyśmy wymarzoną suknię, wpłaciłyśmy zaliczkę, nie możemy się doczekać pierwszej – a może już kolejnej – przymiarki. Odrobinę spędza nam sen z oczu tylko zalecenie pani, która ja będzie na nas mierzyć – kazała przyjść z butami. Niby zrozumiałe, trzeba dopasować przecież długość sukni do wysokości obcasa, ale pojawia się kolejne wyzwanie – wybór modelu idealnego do kreacji na Ten Dzień. Na co warto zwrócić uwagę?
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie na ozdobność przodu buta. A w każdym razie nie w pierwszej kolejności. Przyjrzyjmy się najpierw krytycznie różnicy wzrostu między sobą a narzeczonym. Jeżeli jesteśmy dużo niższe, możemy szaleć do woli z wysokością obcasa – ogranicza nas tylko własna umiejętność poruszania się w tego typu obuwiu. Jeżeli jednak różnica wzrostu między nami a nasza druga połówką nie jest zbyt duża, musimy zwrócić uwagę, czy po dodaniu butów i ewentualnej uniesionej fryzury nie staniemy się nagle od narzeczonego wyższe. Nie musi nam to oczywiście przeszkadzać, ale warto mieć tego świadomość przed ślubem, a nie zdziwić się dopiero podczas... oglądania fotografii z uroczystości.
Jeżeli mamy już ustaloną maksymalną wysokość obcasa, możemy zacząć rozglądać się w sklepowej ofercie. Pierwszą kwestią, którą powinnyśmy wziąć pod uwagę, jest wówczas kolor obuwia. Problem ten nie ogranicza się tylko do oczywistości, w myśl której do białej sukni nie kupuje się kremowych butów i odwrotnie. O ile z bielą zazwyczaj dużego problemu nie ma – to prawda, że biel bieli nie równa, ale dyskretna różnica odcieni jest niewidoczna z odległości, jaką od oka stanowi brzeg sukni wraz z butami – o tyle schody zaczynają się przy chęci idealnego dopasowania koloru obuwia do sukni kremowych, śmietankowych, ecru, cappuccino, w kolorze szampana... jest to niełatwe, a czasem, mówiąc wprost, niemożliwe. Musimy wówczas iść na kompromis i wybrać jedno z trzech rozwiązań – kupić buty różniące się nieco odcieniem – ale pamiętajmy, odcieniem, a nie kolorem! Nie powinny być ani w chłodniejszym, ani w cieplejszym kolorze – przy zestawieniu materiałów o dwóch kolorach o różniej temperaturze ten cieplejszy wydaje się być brudny... Trzeba więc zwrócić na to uwagę – albo zdecydować się na inne rozwiązanie. Można kupić buty w kolorze planowanych dodatków – łososiowe, liliowe, bordowe – zależy, jaką mamy wizję kolorystyczną – lub zdecydować się na matowe odcienie złota lub platyny. Ten ostatni odważny pomysł daje zaskakująco pozytywne rezultaty przy sukniach posiadających mało ozdobny dół – błyskający spod niego co jakiś czas fragment daje wrażenie biżuterii. Ważne jest, by wybierając kolor butów, mieć przy sobie fragment materiału, z którego będzie uszyta suknia – naprawdę mało kto z nas jest w stanie poszczycić się tak idealną pamięcią wzrokową, by dobierać kolory opierając się wyłącznie na tym, co zapamiętaliśmy. Może się to udać jakimś przypadkiem, ale raczej nie warto w tym przypadku zdawać się na szczęśliwy traf.
Drobiazgiem kolorystycznym, o którym się czasem zapomina, jest kolor obcasa. O ile przy sukni ecru jasnobeżowy obcas nie przeszkadza aż tak bardzo, o tylko wszystkie ciemniejsze jego odcienie są całkowicie dyskwalifikujące. Z jakiegoś powodu producenci zdają się po tym nie pamiętać, pamiętać musimy więc my.
Mamy wybrana wysokość obcasa i kolor, czas więc na pozostałe szczegóły. Zdobienia? Są w zasadzie spod sukni niemal niewidoczne, lepiej zwrócić uwagę, czy nie będą zahaczały o brzeg sukni, jeśli ma ona wykończenie z koronki, z haftami lub aplikacjami. Bardzo ważny natomiast na taki krój buta, który da najmniej szans na otarcie stopy na całonocnej imprezie, a z drugiej strony będzie się mocno trzymał stopy. Trzeba pamiętać, by mierzyć obuwie po południu, kiedy nasze stopy są lekko opuchnięte – inaczej but całkiem wygodny jeszcze na ślubie zacznie nas nieznośnie uwierać już po kilku pierwszych tańcach.
Ostatnią kwestią jest wybór materiału, jakim buty są wykończone. Bardzo modna ostatnio satyna zyskuje coraz większa rzeszę zwolenników, zdarzają się również piękne modele w tafcie i oczywiście tradycyjnie ze skóry, sztucznej lub naturalnej. Wybór należy do nas, natomiast zdecydowanie istotne jest, by wkładka buta była z naturalnej skóry. Podczas całonocnych tańców stopa potrzebuje oddychać, a wyściółka buta ze sztucznego tworzywa skutecznie jej to uniemożliwia, co często skutkuje dotkliwym pieczeniem i w rezultacie odparzeniem stóp.
Na koniec słów kilka o tradycji: nakazuje ona, by na eleganckie okazje – a taka bez wątpienia jest ślub, w szczególności własny – zakładać obuwie zakrywające palce i pięty. Ta sama tradycja nakazuje dla panny młodej ubiór wyłącznie w białym kolorze – do nas należy wybór, jak bardzo chcemy się jej podporządkować, ale warto mieć tę świadomość. Natomiast nie jest w dobrym tonie zakładanie butów odkrywających palce na stopę w rajstopach lub pończochach – jeśli więc zdecydujemy się na ten model buta, musimy zrezygnować z założenia czegokolwiek na nogi, a to zwiększa prawdopodobieństwo otarcia stopy; żaden zaś nawet najpiękniejszy pantofelek nie poprawi nam samopoczucia, gdy nie będziemy mogły chodzić, a co dopiero tańczyć na zmaltretowanych przez niewłaściwy jego wybór stopach. Zatem uzbrojone w tę wiedzę – wybierajmy nasze ślubne obuwie świadomie!